poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Tajemnice przeciwgruźlicze, czyli Szopen z pozycji ryczki


Z Jolką mamy swoje tajemnice.
Milczę. Jolka milczy. Wybuchamy śmiechem.
Taka babska przyjaźń z aktualizowaniem danych.
 
Jolka jest moim twardym dyskiem.
Jolki dyskiem jestem ja. Pamiętam Jolkę
w czerwonej czapeczce z krótką antenką.
 
Jolka czapki nie pamięta, ale pamięta
jak zjeżdżamy na saneczkach spod pawilonu
czwartego. Moje sanki są ciężkie i dębowe,
 
Joliki sosnowe i co roku nowe. Dzieci jest tam
więcej, ale my jakoś zawsze razem. Pewnie
to sprawka Szopena, który zawsze ma dla nas
 
landrynki. Z każdym dniem jest chudszy
i bardziej naprany. Woła nas z okna niskiego
budynku, do którego wchodzą czwórkami,
 
a na który patrzy się z mojego dziecięcego pokoju.
Skradamy się. Stajemy na ryczkach. Zaglądamy
i zwiewamy w krzaki przerośniętych porzeczek.
 
Jolka wie. Ja wiem, co robi Szopen
przy metalowym stole, ale nadal
uwielbiamy ssać kolorowe karmelki.

I chociaż staramy się ssać, jak najwolniej,
to ani ja, ani Jolka już nie mamy złudzeń,
że jutro będzie dłuższe, niż wczoraj.





z cyklu "z Jolką"
http://www.supershare.pl/?d=886E80EF2
czyta Wanda Szczypiorska
 autor joanna fligiel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz